Granice w mieście - czy to odbieranie wolności?
Kiedy słyszymy słowo „ograniczenie”, w wielu z nas pojawia się opór. Bo ograniczenie kojarzy się z zabraniem czegoś. Z kontrolą. Z utratą swobody. A jednak w gabinecie psychologicznym dzieje się coś paradoksalnego. Ludzie nie przychodzą do mnie dlatego, że mają za dużo granic. Przychodzą dlatego, że ich nie mają. Albo dlatego, że ktoś je przekroczył.
Granice - indywidualne i społeczne - nie są przeciwko wolności. One są po to, żeby wolność była bezpieczna.
Wolność bez regulacji bywa iluzją
Alkohol sam w sobie nie jest problemem. Problemem jest moment, w którym staje się sposobem na regulację napięcia, samotności, bezsilności. Noc sprzyja impulsowi. Zmęczenie obniża kontrolę. A dostępność sprawia, że decyzja staje się natychmiastowa.
Z perspektywy psychologii wiemy jedno: im łatwiejszy dostęp do regulacji zewnętrznej, tym mniejsza szansa na rozwijanie regulacji wewnętrznej. To nie jest moralna ocena. To jest mechanizm.
Co widzę w pracy z osobami w kryzysie
Pracuję z ludźmi, którzy często trafiają do mnie w momencie, gdy coś już pękło. Relacja. Zdrowie. Poczucie kontroli. Bezpieczeństwo.
Bardzo często alkohol nie jest przyczyną, ale przyspieszaczem. Obniża próg reakcji. Zwiększa impuls. Zawęża perspektywę. Jedna noc potrafi zmienić bardzo wiele.
I kiedy słyszę o spadku interwencji służb po wprowadzeniu ograniczeń - dla mnie jako psycholożki nie jest to zaskoczenie - nie myślę wtedy o zakazach. Myślę o tym, ilu ludzi tej jednej nocy nie zrobiło czegoś, czego później żałowaliby latami. Środowisko ma ogromny wpływ na zachowanie człowieka. Czasem najmądrzejszą interwencją jest zmiana kontekstu. Nie człowieka - kontekstu.
Granice jako forma troski
W pracy z dziećmi i młodzieżą często tłumaczę rodzicom, że granice to nie kara. To komunikat: „Twoje bezpieczeństwo jest dla mnie ważne.” Podobnie można spojrzeć na decyzje systemowe. Nie jako na odbieranie czegoś, ale jako próbę ochrony przestrzeni wspólnej. Granice nie są wrogiem wolności. Są jej ramą.
Osobiście
Jako psycholożka widzę, jak bardzo ludzie potrzebują bezpiecznych struktur. Jako mieszkanka miasta widzę, jak bardzo potrzebujemy przestrzeni, w której można spać spokojnie, wracać bez lęku, nie budzić się w środku nocy od hałasu i interwencji. Dojrzałość - indywidualna i społeczna - polega na tym, że potrafimy przyjąć ograniczenie nie jako atak, ale jako troskę.
W terapii uczymy się stawiać sobie granice, które nas chronią. Może miasto właśnie robi to samo. Bo prawdziwa wolność nie polega na tym, że wszystko jest dostępne zawsze. Prawdziwa wolność to taka, w której możemy czuć się bezpiecznie, to zdolność wyboru, który nie rani mnie ani innych.
I może właśnie o tym jest ta decyzja.